19 czerwca 2016

Camino – Dzień 32

DZIEŃ 31                                                        NASTĘPNE
Niedziela. Dzień ostatni Camino.
Idziemy w słońcu. Po całym tygodniu chmur i deszczu, od rana piękne słońce.
O'Pedruzo, Camino, Jola Stepień
Świt w O'Pedrouzo

Do Monte del Gozo idziemy tempem codziennym, po drodze przyłącza się do nas Patty. Gdy się z kimś idzie, trudno o uwagę i skupienie, ale gdyby nie dziewczyny, to płakałabym całą drogę. Chyba wszystkie trzy idziemy razem, żeby nie beczeć.
Spotykam Cristinę i Elisę idące z Santiago. W piątek dojechały na mszę pielgrzymów, obejrzały botafumeiro. Również w sobotę w południe na mszy jakaś pielgrzymka zamówiła kadzidło. Są szczęśliwe. Odpoczęły i teraz wracają do Arzua, aby zakończyć cały szlak. Żegnamy się. Tym razem na zawsze. 
Santiago, Camino, Jola Stepień
Ja i Johanne. ok. 10 km do celu
Z Monte del Gozo widać już Santiago. Wzgórze Radości - nie wiem skąd ta nazwa - ja bym je nazwała Wzgórzem Płaczu. W sierpniu 1989 Jan Paweł II odprawiał tu mszę na zakończenie Światowych Dni Młodzieży. Pomnik powstał w 1993 roku, dla upamiętnienia tamtego święta. 
Monte del Gozo, Santiago, Camino, Jola Stepień
Monte del Gozo. Pomnik Pilegrzymów
Od Monte del Gozo, kroki jakby krótsze i wolniejsze. Zostało tylko 5 kilometrów, ale jakby ciężej, co chwila przystanek, na zdjęcie, na picie, na coś tam. Nawet Sandy, która zawsze szła jakieś dwadzieścia minut za Patty dogoniła nas. Idziemy raczej wolno, a najchętniej do tyłu, tak aby oddalić ten moment, kiedy nie będzie drogi dalej. 
Santiago, Camino, Jola Stepień

Myślę, że droga i to, co ona daje jest ważniejsza niż osiągnięcie celu. Osiągnięcie celu to tylko jedna chwila, a na szlaku chwil mamy przynajmniej tyle ile kroków. I w ogóle, to gdzie konkretnie jest ten cel, czy w alberdze, czy biurze pielgrzyma, a może na placu przed katedrą? Przy grobie św. Jakuba? Do katedry nie wolno z plecakami, a poza tym trzeba jakoś wyglądać. 
Santiago, Camino, Jola Stepień
Santiago de Compostela.
Moja alberga jest pierwsza, ale za to najbliżej dworca autobusowego, umawiam się z Johanne na piętnaście minut u niej w alberdze, gdzie zarezerwowała luksusowy, jednoosobowy pokój. Razem pójdziemy odstać w kolejce po Compostelę, certyfikat.
Nawet się nie kąpałam, rzuciłam plecak pędem poszłam do Seminario Menor, ogromnego budynku, gdzie chyba wszyscy pielgrzymi mogliby się pomieścić. W porównaniu z moją klitką, zresztą niezbyt czystą, wydawał mi się luksusem, ale Johanne niezbyt jest zadowolona ze swojego wyboru. 
Compostela, Santiago, Camino, Jola Stepień
Moja Compostela na 775 km.
Razem z Johanne idziemy do Biura Pielgrzyma. Godzina stania w kolejce, ale w końcu dostajemy certyfikat, po łacinie i po hiszpańsku. Skąd zaczęłam, kiedy, ile dni i ile kilometrów. 
Potem obiad, co chwila spotykamy kogoś znajomego, umawiamy się ze wszystkimi na wieczorną mszę w katedrze.
Wracam do albergi. Trochę odpoczynku! Można się w końcu wykąpać i uprać.
Santiago, Camino, Jola Stepień
Biuro pielgrzyma w Santiago
Na placu przed katedrą postanowiłam, że wrócę tu. Szybko sobie wyliczyłam powody: 1. nie widziałam dolin Pirenejów, bo były we mgle, 2. chcę zobaczyć Cruz de Ferro w słońcu, 3. chcę zobaczyć katedrę Santiago bez rusztowań, 4. chcę zobaczyć Portyk Chwały i jeszcze jeden powód, którego nie wymienię. Mam pięć powodów, aby wrócić na Camino. Plac przed katedrą może być punktem docelowym, ale też nowym początkiem.
Santiago, Camino, Jola Stepień
Na placu Jubilerskim.
Przed mszą spotykam jeszcze Joan z Nowej Zelandii i Agnieszkę. W katedrze są ci, z którymi pokonałam ten szlak. Niektórzy doszli dzisiaj, niektórzy wczoraj lub przedwczoraj. Czuję się jak na uroczystości rodzinnej. Tu był mój punkt docelowy. Mam za co dziękować. Za moje szczęśliwe życie, za rodzinę, za przyjaciół i znajomych, którzy dopingowali mnie na fejsie. Za brak pęcherzy i za bolące nogi, za wszystko co się do tej pory zdarzyło. 
Santiago, Camino, Jola Stepień
Fasada katedry od strony Placu Jubilerskiego
Na koniec wieczornej mszy ksiądz wymienia liczby pielgrzymów z poszczególnych krajów, którzy dzisiaj zarejestrowali się w Biurze Pielgrzyma.
Po mszy żegnam się z Kanadyjkami i idziemy z Agnieszką na kolację. Agnieszka jest obolała, z gorączką i jeszcze chudsza, niż pamiętam ją z Sarria. Ja po tylu kontuzjach, poddałabym się z ulgą, ale Agnieszka ma niesłychaną siłę woli. Doszła wbrew wszystkiemu. Boję się, że zamęczy to swoje ciało zanim zacznie go słuchać. 
Jemy ostatnie Pilgrim Menu na Camino. Nigdy więcej kurczaka z frytkami!
Santiago, Camino, Jola Stepień
Katedra w Santiago. Widok z Placu Obradoiro
W alberdze, już w ciemnościach, na pryczy obok rozpoznaję Milenę. Nie do wiary, po ponad trzystu kilometrach znów się spotkałyśmy.
Rano jadę do Finistere, na koniec świata. Autobusem.
Santiago, Camino, Jola Stepień


DZIEŃ 31                                                                              NASTĘPNE

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz